No i po egzaminie, czułam się jak ściera, którą wybiera się siki szczeniaka, zaliczyłam na coś czym nie jestem zadowolona, ale z drugiej strony ludzie mają gorsze problemy od słabej oceny w indeksie. Jednak moja duma poległa, na pociechę kupiłam sobie mydło o zapachu gumy balonowej, pomalowałam paznokcie i Planet terror obejrzałam. Eh, to moja wina, bo się przeuczyłam, czekałam na mega trudne zadania, a poległam na najprostszych. Powtórka z licencjatu. Jak widać, nie uczę się na błędach. Przeuczanie niczemu nie służy, można tylko stracić czas, rozbolą wszystkie mięśnie i oczy, no i zawalić coś co jest proste, a potem się złościć na swoją głupotę. Trudno. Trzeba się zebrać i działać dalej, przede mną 2 tygodnie wolnego, dziś idę do szpitala do koleżanki, do mych dzieci. Jutro widzę się z "mym lubym", w sobotę jadę do domku, może zahaczę o herbatę u kuzynki, poniedziałek na 90% wyjazd do przyjaciółki. Trzeba ten czas dobrze wykorzystać, nadrobić kontakty z ludźmi, bo zaczynałam się czuć tak jakby to książki i notatki były tylko moimi znajomymi, którzy jeszcze kopnęli mnie w tyłek. Mam nadzieję, że będzie lepiej, że przestane się bzdurami zamartwiać. Trzymajcie za mnie kciuki. Naprawdę o to proszę. Do następnego.
W oczekiwaniu na wiosnę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz