Dziwna sprawa, znów się z "mym lubym" widziałam. Chyba musi dojść mi do głowy, że to mój chłopak. Nie wiem, nie znam się, ale tylko przy nim niczym się nie martwię. Nie chcę słodzić, ale tak jest. Całkiem to nowa dla mnie sytuacja, nie wiem jak mam się zachować. Jestem jak w skorupce, nic nie czuję. Zawsze jestem hmmm rozdarta, a przy nim cichuteńko i spokojnie jest w mojej głowie. No chyba, że stara się do mnie zbliżyć, to czmycham jak mysz w kąt. Nie ma się czym chwalić. Jak dzieciak się zachowuję, ale tulenie to dla mnie coś obcego. Mogę utulić dzieciaka, zwierzaka, kogoś jak płacze, ale tak dla przyjemności, to po co to... Nie wiem, nie rozumiem tego. cieszy mnie to, że to facet baaaaardzooooo cierpliwy. Grzeczny jest, co najważniejsze nie pije. Boję się trochę tej sytuacji, bo on jest szczerze zaangażowany, a ja... bardzo go lubię. Nie wiem co to zakochanie, nigdy czegoś takiego nie przeżywałam. Ale skoro tak mi dobrze przy nim (a to już coś, bo się go nie brzydzę, lubię się wtulić w niego, jednak zwiewam jak próbuje mnie pocałować lub dotknąć, nic na to nie poradzę) to chyba powinnam wziąć pod uwagę jego kandydaturę na mego lubego. Nie wiem, mówiłam mu aby się pilnował, bo nie jestem kochliwa, nie flirtowałam, nic nie obiecywałam, trzymałam się w miarę z daleka... i wyszło coś takiego. Nie dociera to jeszcze do mnie. Prosiłam by był cierpliwy, bo jestem zamotana i wszystko ze mną jest inaczej, potrzebuję więcej czasu na wszystko. Przez to często wiele fajnych sytuacji ucieka mi sprzed nosa, więc może tym razem powinnam zaryzykować? Nie postępować pochopnie..., ale postawić o 1 kroczek więcej. Pomyślę, jest warty trochę wysiłku. Fajniutki jest, naprawdę. Pomyślę. Ale cieszę się, ze go spotkałam :)
sobota, 15 lutego 2014
czwartek, 6 lutego 2014
Głupota
No i po egzaminie, czułam się jak ściera, którą wybiera się siki szczeniaka, zaliczyłam na coś czym nie jestem zadowolona, ale z drugiej strony ludzie mają gorsze problemy od słabej oceny w indeksie. Jednak moja duma poległa, na pociechę kupiłam sobie mydło o zapachu gumy balonowej, pomalowałam paznokcie i Planet terror obejrzałam. Eh, to moja wina, bo się przeuczyłam, czekałam na mega trudne zadania, a poległam na najprostszych. Powtórka z licencjatu. Jak widać, nie uczę się na błędach. Przeuczanie niczemu nie służy, można tylko stracić czas, rozbolą wszystkie mięśnie i oczy, no i zawalić coś co jest proste, a potem się złościć na swoją głupotę. Trudno. Trzeba się zebrać i działać dalej, przede mną 2 tygodnie wolnego, dziś idę do szpitala do koleżanki, do mych dzieci. Jutro widzę się z "mym lubym", w sobotę jadę do domku, może zahaczę o herbatę u kuzynki, poniedziałek na 90% wyjazd do przyjaciółki. Trzeba ten czas dobrze wykorzystać, nadrobić kontakty z ludźmi, bo zaczynałam się czuć tak jakby to książki i notatki były tylko moimi znajomymi, którzy jeszcze kopnęli mnie w tyłek. Mam nadzieję, że będzie lepiej, że przestane się bzdurami zamartwiać. Trzymajcie za mnie kciuki. Naprawdę o to proszę. Do następnego.
W oczekiwaniu na wiosnę...wtorek, 4 lutego 2014
Sesja i inne...
Jutro kolejny, ciężki egzamin. Uczę się, uczę, uczę i mam wrażenie, że nic nie umiem. Zrobiłam sobie przerwę na herbatę i słucham audycji o DDA na temat wstydu. Jakoś trzeba siebie zrozumieć, choćby wykorzystując do tego audycje, w których wypowiadają się psycholodzy. Wolę to niż zwierzenie się komuś znajomemu, bo to może się zakończyć plotkami, przyjaciółki nie chcę tym obciążać, ma swoje problemy, bardzo podobne do moich, ale jednak nie takie same, nie chcę jej męczyć sobą, choć ja nie mam nic przeciwko, gdy ona chce mi się wygadać. Mam mieć 3 tygodnie wolnego, a już dziś wiem, że nie uda mi się wszystkiego zrealizować, chciałam złapać dorywczą pracę, odwiedzić znajomych, odwiedzić moje dzieciaki, zapisać się na terapię, wybrać się do lekarzy, a dodatkowo pouczyć się i poleniuchować. Nie ma szans, na coś zbraknie mi czasu. Na razie się nie martwię, zobaczę jutro jak będę się czuła po egzaminie i zacznę działać, nie mogę tracić czasu. Jeszcze ciut ciut i monotonia nauki zmieni się z masę innych zajęć :) podoba mi się ta myśl, muszę poodwiedzać znajomych, bo przez naukę znów się alienuję. Stwierdzam, że blog jest fajniejszy od pamiętnika, przynajmniej komputer nie jest już tylko narzędziem do pracy, ale także narzędziem dzięki, którym można się zebrać w sobie i działać. Liczę na to, że znów mi się zachce towarzystwa ludzi, którzy czekają na mnie, zawsze ograniczam te kontakty na rzecz nauki, ale jak wiadomo nie można się uczyć, bo można zwariować, nawet w dosłownym tego słowa znaczeniu. Należy mieć umiar i w obowiązkach i w przyjemnościach. Mola szala na wadze przechylona jest w stronę obowiązków, ale pracuję nad tym by osiągnąć równowagę. Może ten tekst jest infantylny dla niektórych, no ale ze mną już tak jest. Wiem, że przesadzam z niektórymi sprawami, ale pracuje nad tym, krok po kroku i już nie jestem taka jak 2 lata temu... W kolejnym poście opiszę jak to wszystko wyglądało kiedyś, wyjaśnię dlaczego tak wszystko wyglądało i w jaki sposób zaczęłam to zmieniać. Jest lepiej, więc to już jakiś postęp :)
W oczekiwaniu na wiosnę, ciepłe promienie słońca, długie dni sprzyjające spacerom oraz stokrotki :)poniedziałek, 3 lutego 2014
Powitanie
Może na początek kilka słów mnie...
-DDA,
-studia,
-sesja,
-dzieci (nie własne),
-coś na kształt związku,
-masa zajęć-mało czasu,
-drobiazgowość,
-miłość do zwierząt (istoty, które nie krzywdzą),
-wieloletnie przyjaźnie,
-wielka cierpliwość do innych, a nigdy do siebie samej,
-poczucie pustki i bezsensu, a za chwilę euforia,
-docenianie tego co się ma, jednak ciągłe staranie się o to by było lepiej,
-bezsenność od czasów gimnazjum,
-tysiąc myśli na minutę,
-ciągłe realizowanie tych myśli kosztem zdrowia, po to by nie marnować ani chwili życia,
-pustka,
-wmawianie sobie, że jest idealnie,
-radość z tego co się ma ale jednoczesne poczucie oszukiwania samej siebie,
-niemoc a na chwilę masa energii, która kończy się po zrealizowaniu wszystkich działań,
-miłość do kołdry i poduszki, mimo że męczy bezsenność,
-spacer z psem lekarstwem na parszywy humor,
-podejrzliwość w stosunku do miłych dla mnie ludzi,
-umiejętność aktywnego słuchania, a jednocześnie niechęć o opowiadaniu o sobie,
-pamiętnik (przez wiele lat) jako pomoc przy okiełznaniu emocji, papier wszystko przyjmie, ale nie odpowie, więc zaczyna być nieinteresujący,
-poczucie nicnierobienia (mimo że są studia, dorywcze prace, wolontariat),
-wewnętrzny ból, który trzeba wypierać,
-szanowanie siebie i innych,
-uczucie niezasługiwania na przyjemności,
-ciągła nauka, nauka, nauka, mimo że chcę i lubię, to czasami męczy.
Nikt nie musi tego czytać, już mi lepiej, ciut, nie idealnie, ale trochę lepiej, a to już coś, może to lepsze niż pamiętnik? Poczekamy, zobaczymy, uczę się dalej...
-DDA,
-studia,
-sesja,
-dzieci (nie własne),
-coś na kształt związku,
-masa zajęć-mało czasu,
-drobiazgowość,
-miłość do zwierząt (istoty, które nie krzywdzą),
-wieloletnie przyjaźnie,
-wielka cierpliwość do innych, a nigdy do siebie samej,
-poczucie pustki i bezsensu, a za chwilę euforia,
-docenianie tego co się ma, jednak ciągłe staranie się o to by było lepiej,
-bezsenność od czasów gimnazjum,
-tysiąc myśli na minutę,
-ciągłe realizowanie tych myśli kosztem zdrowia, po to by nie marnować ani chwili życia,
-pustka,
-wmawianie sobie, że jest idealnie,
-radość z tego co się ma ale jednoczesne poczucie oszukiwania samej siebie,
-niemoc a na chwilę masa energii, która kończy się po zrealizowaniu wszystkich działań,
-miłość do kołdry i poduszki, mimo że męczy bezsenność,
-spacer z psem lekarstwem na parszywy humor,
-podejrzliwość w stosunku do miłych dla mnie ludzi,
-umiejętność aktywnego słuchania, a jednocześnie niechęć o opowiadaniu o sobie,
-pamiętnik (przez wiele lat) jako pomoc przy okiełznaniu emocji, papier wszystko przyjmie, ale nie odpowie, więc zaczyna być nieinteresujący,
-poczucie nicnierobienia (mimo że są studia, dorywcze prace, wolontariat),
-wewnętrzny ból, który trzeba wypierać,
-szanowanie siebie i innych,
-uczucie niezasługiwania na przyjemności,
-ciągła nauka, nauka, nauka, mimo że chcę i lubię, to czasami męczy.
Nikt nie musi tego czytać, już mi lepiej, ciut, nie idealnie, ale trochę lepiej, a to już coś, może to lepsze niż pamiętnik? Poczekamy, zobaczymy, uczę się dalej...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

