Dziwna sprawa, znów się z "mym lubym" widziałam. Chyba musi dojść mi do głowy, że to mój chłopak. Nie wiem, nie znam się, ale tylko przy nim niczym się nie martwię. Nie chcę słodzić, ale tak jest. Całkiem to nowa dla mnie sytuacja, nie wiem jak mam się zachować. Jestem jak w skorupce, nic nie czuję. Zawsze jestem hmmm rozdarta, a przy nim cichuteńko i spokojnie jest w mojej głowie. No chyba, że stara się do mnie zbliżyć, to czmycham jak mysz w kąt. Nie ma się czym chwalić. Jak dzieciak się zachowuję, ale tulenie to dla mnie coś obcego. Mogę utulić dzieciaka, zwierzaka, kogoś jak płacze, ale tak dla przyjemności, to po co to... Nie wiem, nie rozumiem tego. cieszy mnie to, że to facet baaaaardzooooo cierpliwy. Grzeczny jest, co najważniejsze nie pije. Boję się trochę tej sytuacji, bo on jest szczerze zaangażowany, a ja... bardzo go lubię. Nie wiem co to zakochanie, nigdy czegoś takiego nie przeżywałam. Ale skoro tak mi dobrze przy nim (a to już coś, bo się go nie brzydzę, lubię się wtulić w niego, jednak zwiewam jak próbuje mnie pocałować lub dotknąć, nic na to nie poradzę) to chyba powinnam wziąć pod uwagę jego kandydaturę na mego lubego. Nie wiem, mówiłam mu aby się pilnował, bo nie jestem kochliwa, nie flirtowałam, nic nie obiecywałam, trzymałam się w miarę z daleka... i wyszło coś takiego. Nie dociera to jeszcze do mnie. Prosiłam by był cierpliwy, bo jestem zamotana i wszystko ze mną jest inaczej, potrzebuję więcej czasu na wszystko. Przez to często wiele fajnych sytuacji ucieka mi sprzed nosa, więc może tym razem powinnam zaryzykować? Nie postępować pochopnie..., ale postawić o 1 kroczek więcej. Pomyślę, jest warty trochę wysiłku. Fajniutki jest, naprawdę. Pomyślę. Ale cieszę się, ze go spotkałam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz